Zabiorę Was do mojego świata. Świata pełnego marzeń, które się spełniają. Zabiorę Was tam, gdzie nigdy nikt nie miał prawa wstępu. Tam dokąd prowadzi jedna droga, do której drzwi są zamknięte, a jedyny klucz jaki może owe drzwi otworzyć spoczywa u mnie.
Mój świat i moje kredki. Kredki, które malują różnymi kolorami. O ile w realnym świecie zobaczyć można tylko cztery kolory (brąz, czerń, biel i szarość), nie ważne jak kolorowe miałoby się kredki, nie ważne jak bardzo by się starało, nigdy nie uzyska się innych barw, o tyle w moim świecie jest tylko jeden ołówek, którym malując maluje się wszystkimi odcieniami świata, w zalezności od tego co się chce przekazać. Mój świat jest pełen marzeń, marzeń, które w realnym świecie nie mają prawa bytu. W moim świecie panują reguły, których tak na prawdę nie ma. Istnieją prawdy, których nigdy nikomu się nie ujawnia. Wiedząc, ze nie ważne co bym i gdzie bym napisała cokolwiek odnośnie istnienia tego blogu i tak nikt nigdy nie pokwapilby się tu wejść, bo po co. Z tą świadomością piszę to tu, zachowując to dla siebie, może dla kogoś kto wszedl tu przez przypadek, szukając jak ja kiedyś wyjaśnienia hasła 'alta silentia'. Teatr czas zacząć. Kurtyna w górę.
I
Dróżka wybrukowana czerwoną ksotką (cóż za prymityw), znajdującą sie za wrotami mojego świata. Dróżka się rozgalęzia, gdy dojdzie się do małego ronda, (brukowana ściezka znika, na jej miejscu pojawiają się marmurowe płyty), wewnątrz którego lśni marmurowa fontanna z pomnikiem kobiety. Kobieta, przypomina kształtami barok, ale jest piękna, wygląda jakby kąpała sie w oblewającej ją wodzie. Z rękoma uniesionymi do który opłukuje swoje wlosy. Kobieta od czasu do czasu się porusza, uśmiecha, ale nic nie mówi. Nigdy nic nie mówi, zawsze milczy. Mijam ją, kiwając głową w geście powitalnym, ona uśmiecha się do mnie. Ma czarodziejski uśmiech. W jakim bym nie była nastroju ten wlaśnie jakby nie patrzeć grymas twarzy, sprawia że się uśmiecham. Ten uśmiech sprawia, że zaczynam wierzyć w coś takiego jak nadzieja. Zaczynam wierzyć, że ona jest. Mijam kobietę i udaję się w kierunku jednej ze śxieżek. Przede mną wyrastają kolejne wrota, które trzeba minąć. Klucz, który trzymam w dłoni zmienia swój kształt, dopasowując się do zamka, którego tak na prawdę nie ma, te drzwi wiedzą, że klucz do nich pasuje. Wrota otwierają się. Moim oczom ukazuje się pusty pokój. Bez ścian, bez granic, bez niczego. Biała pustka. Biała, bo na bieli latwiej się tworzy.
Pokój powoli w takt moich mysli zmienia się. Wiem, ze teraz mogę być wszędzie i mogę zobaczyć wszystko co tylko ze chcę, mogę nawet zobaczyć bialego murzyna (kiedys go zobaczyłam). W tym pokoju mogę być również tym kim chcę, mogę być nawet sobą nie udając nikogo, kogo prezentuję na co dzień.
Zamieniam się w malą dziewczynkę. W rękach trzymam piłkę, przede mną stoi trzepak, zwykły metalowy z czterech grubych rurek. Jestem sama, nie ma wokó mnie nikogo. Odbijam piłkę od betonowych plyt po których stąpam. Piłka uderza w szczelinę pomiędzy jedną a drugą płytką i leci na trawnik. Trawnik z trawą niezwykłej zieleni, która ugina się pod niewielkim ciężarem niewielkiej dziewczynki. Teraz jestem w sadzie, pełnym jabłoni. Gałęzie uginają się pod ciężarem owoców, iście czerwonych, zdrowych i soczystych, pozbawionych jakichkolwiek chemikaliów. Piłka lezy pod jednym z drzewek. Staję przed nią i przywołuję ją. Ona posłusznie toczy się ku moim stópkom. Ciągle jestem jednak sama. Sama i smutna, jak ośmioletnia dziewczynka. Siadam pod jedną z jabłoni, pod tą pod którą leżała piłka. Wtulam się we wgłębienie w pniu. Chowam głowę między kolana i cichutko płaczę. Gorzko przełykam łzy. Zza drzewa wyłania się postać. Nie zauważam jej. Kobieta, młoda ma około dwudziestu paru lat. Za nią posłusznie podąża czarny kundel potężnej budowy i kródkiej sierści. Macha ogonem, a jego czerwona obroża błyszczy w słońcu. Kobieta podchodzi do mnie. Kuca przy mnie i obejmuje mnie. - Kim jesteś? - pytam zaskoczona.
- Przyjacielem. - odpowiada spokojnym, jedwabistym głosem kobieta.
- Czyim przyjacielem?
- Jak chcesz to mogę być twoim.
- Ale jesteś ode mnie starsza... Dużo starsza.
- Tylko z wygladu, wewnątrz, też mam osiem lat.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment