Gdy się już chce zapomnieć o przeszłości, o tym co było, o tym o czym nie warto pamiętać, przypałęta się ktoś z owych czasów, kto ma o tobie różne śmieszne informacje i zaczyna je rozgłaszać. Wtedy przeszłość wraca.
Aż chce się wyciągnąć żyletkę z portfela, a gdy się wyciągnie to ostrze dawno nie używane pali w dłoń, a ręka świerzbi wyrywając się do gestu, do ruchu. I znowu, kilkanaście szram na ręku, barku, nogach i nie wiadomo na czym jeszcze. I znów, nie robienie tego, by zabić się, ale by się oswoić. Oswoić z bólem i widokiem krwi, by rozkoszować się tym widokiem, udawać, że zło uszło razem z krwią, ze złą krwią. I brutalny powrót do rzeczywistości, następnego ranka, ból, brak krwi i świadomość, ze trzeba przeżyć jeszcze jeden pieprzony dzień.
Dzień w którym nic dobrego się nie zdarzy. A nawet jeśli trafi się porządna ocena w szkole, to co z tego? Po co to, skoro nikt nie zwraca na to uwagi. Chwila dumy, gdy nauczyciel chwali i ścianka gdy się mówi o tym rodzicom, chyba że hasło: "Nie teraz, oglądam TV". Po co się trudzić? Następnego dnia nauczyciel i tak nie będzie już pamiętał, a rodzice w ogóle nie pamiętali.
Co innego gdy się dostaje banie. Wtedy nie ważna jest telewizja, obiad, nic nie jest ważne, prócz porządnego opierdziela wycharczanego dzieciakowi prosto w twarz, swoją zapijaczoną, może jeszcze wtedy świeżą gębę. Wszak, nawet jeśli wtedy gęba była trzeźwa, to teraz już nie jest.
Po co to wszystko?
Przy odrobinie szczęścia trafi się do jakiejś grupy, która zaakceptuje osobę, taką jaka jest, nie zwracając uwagi na przeszłość, ale to tylko taki pozór, bo inaczej nie wypada. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę z tych pozorów, przenosisz się do innej grupy, i znowu...
Przy kolejnej krztynie farta trafi się na osobę, która Cię wyciągnie jakoś. Poda rękę i nie będzie jej obchodziła Twoja przeszłość, ale... Kiedyś jej zabraknie. Zazwyczaj wtedy jej brakuje gdy jest najbardziej potrzebna. Zdarza się, bo takie jest życie.
Czyż nie?
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment