Powoli przestaję nad wszystkim panowa. Chciałabym się znów znaleźc daleko, dalej o co najmniej te 35 kilometrów. W pokoju który dzielę, ale w którym nie czuję się jak w klatce, z której nie można uciec. W klatce, z której jeżeli ktoś nawet Cię wywala, to potem gdy widzi Twoją radoś na te słowa rezygnuje i znów na siłę Cię tam upycha.
Zakosztowałam przez chwilę cudowanego życia, z którego rezygnowa nie chcę. Chcę tam wróci, bo mimo iż mam tam problemy to jest mi z nimi łatwiej walczyc. Ewentualnie mogłabym jecha jeszcze dalej i nie przejmowac się niczym. Zacząc znów wszystko od początku. Znaleźc kobietę która mnie pokocha, znaleźc kogoś kto mnie będzie znosił, znaleźc kogoś z kim będę mogła życ, z kim będę mogła się dzielic moimi marzeniami.
Czasem czuję się jakbym to wszystko miała, ale chilę później budzę sie. Okazuje się wtedy ze jest środek nocy, a ja nadal siedzę w klatce, która jest dla mnie coraz mniejsza, w której nie ma już dla mnie miejsca. Czuję się jak małe piskle wyrzucane przez rodzeństwo z gniazda z niebywałą regularnością i z taką samą regularnością zagarnianą do tego gniazda przez rodziców. I chocbym nie wiem jak nie chciała do niego wrócic, to jestem zmuszona.
Od dawna rozmyślam o pewnej dziewczynie,
Którą widziałam tylko dwa razy,
A której głos choc raz tylko, przez chwilkę
słyszany zawładnął mym sercem,
za to wzrok duszy mej zawładnął polem...
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment